Kulturysta jednorazowego użytku?

Przez te ponad 40 lat ciągle brał udział w jakichś zawodach, jak nie w kraju, to za granicą. Wygrał między innymi Puchar Polski, zawody we Wrocławiu i w Lublinie, uskładał też sobie stos dyplomów, ma nawet dyplom uznania od samego prezesa IFBB, Bena Weidera. Do kulturystyki we współczesnej oprawie podchodzi z dystansem, mimo że akurat przygotowuje się do startu w mistrzostwach świata weteranów, które mają odbyć się w Singapurze.

Jego zdaniem, kulturystyka w aktualnie obowiązującej konwencji staje się dyscypliną coraz bardziej trudną do przyjęcia w powszechnym odbiorze. No bo jeżeli zawodnik przez dziewięć czy dziesięć miesięcy w roku jest porządnie zatłuszczony, a następnie przez dwa miesiące zbija wagę i na starcie w zawodach waży 25, a nawet 30 kg mniej niż na co dzień, a po zawodach znowu obrasta tłuszczem i tak w kółko, to nie można się dziwić, że takie „zjawisko” jest odbierane negatywnie przez większość społeczeństwa.

A przecież kiedyś zakładano, że kulturystyka ma być sportem „estetycznym”. Ale to nie jest wina zawodników, że jest jak jest, bo oni muszą się przystosować do regulaminu, jaki już od wielu lat obowiązuje. Była moda na amerykanizację kulturystyki i przyjęto rozwiązania, których konsekwencją są obecne zasady startu i oceniania.

– Szkoda, że w tym kierunku poszła światowa kulturystyka – żali się Zbigniew Bartos – i że odeszła ona od pięknej polskiej zasady „siła, sprawność, piękno”.

Nie ulega dla niego wątpliwości, że samo przygotowanie się do startu w zawodach bezdyskusyjnie świadczy o sportowym charakterze tej dyscypliny, ale już sam przebieg zawodów, podczas których jest oceniane głównie umięśnienie i tzw. rzeźba, a najlepiej, aby zawodnik był maksymalnie odwodniony, jego sylwetka poszatkowana grubymi żyłami, a twarz o dziesięć lat starsza niż to wynika z metryki urodzenia – wszystko to sprawia wrażenie jakiejś chorobliwej tendencji do unicestwiania się. Brak obiektywnego elementu konkurencji typowo sportowej, jak np. bój siłowy czy układ gimnastyczny sprawia, że kulturystyka, mimo kilkudziesięciu lat istnienia, nie stała się dyscypliną olimpijską, na skutek czego jej prestiż w społeczeństwie jest znikomy. A przecież jeszcze w niedalekiej przeszłości wiele różnych form spędzania wolnego czasu o charakterze wręcz zabawowym, jak choćby siatkówka plażowa, kometka, a nawet wzajemne wybijanie kamieni na lodzie i pocieranie szczotkami o lód – stało się dyscyplinami olimpijskimi.

Regulaminy zawodów kulturystycznych powodują, że zawodnik, który chce znaleźć się w czołówce europejskiej lub wygrać mistrzostwa w Polsce, może uzyskać odpowiednio wysoką formę tylko raz w roku.

Wróćmy do przeszłości. Gdy Zbyszek Bartos zadebiutował w 1964 roku „na publicznych deskach”, musiał na początek wykonać dowolny układ gimnastyczny, następnie wycisnąć w leżeniu sztangę na liczbę powtórzeń, a dopiero w trzeciej rundzie była ocena sylwetki. Im trudniejszy był układ, tym więcej punktów dostawał zawodnik. Wyciskało się cięższą sztangę za „duże” punkty, ale również można było wyciskać mniejszy ciężar, tyle że większą liczbę razy, co w jakimś stopniu zrównywało zawodników silniejszych z tymi, którzy mieli lepsze przygotowanie kondycyjne oraz dawało równe szanse zawodnikom lżejszym. Zawody w takiej formie wymuszały od startujących dążenie do wszechstronności, a widowiskowość i emocje podczas zawodów były większe niż obecnie.

 

Kulturystyka TRUDNA do przyjęcia cz.3

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Mężczyzna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Czy automatyka do bram to dobra inwestycja?

Jeszcze kilka lat temu automatyczne bramy były wykorzystywane głównie przez firmy, gdzie z…